Posty

Rozwaliłam wieżę i czas z tych klocków stworzyć coś pięknego

Ten weekend uświadomił mi wiele. Pokłóciłam się z partnerem, ale już jest lepiej. Wiem, że musi być mu ciężko, bo ostatnio bardzo się pogubiłam. Jestem pogubiona i sfrustrowana. Już wiem, że  przyszłości nie będę wiązać z pracą w systemie. Nie chcę żyć z wypłatą rzędu 2000 zł przez najbliższe kilkadziesiąt lat. Chcę zapracować na własny sukces i najprawdopodobniej od września przejdę na własną działalność. Może pójdę na bezrobocie i złożę wniosek o jakąś dotację? Oczywiście jeszcze nie teraz, chcę najpierw jeszcze spróbować zatrudnienia w szkole publicznej, może praca w takiej placówce mi się się spodoba? Jeżeli nasz "cudowny" minister edukacji podwyższy pensum, klamka zapadnie i będę działać na własny rachunek.  Na razie chcę skończyć studia, a w wakacje popracować nad stworzeniem różnych kart pracy, materiałów dydaktycznych i innych bajerów, żeby móc je sprzedawać.  Najprawdopodobniej nie zmienię teraz pracy, chyba, że jakimś cudem udało mi się ujrzec Panią dyrektor na ...

Chora dusza... Chore ciało...

Dzisiaj miałam gorszy dzień. Nic nie szło po mojej myśli... Mimo, że byłam pozytywnie nastawiona, to co chwilę powstawały mniejsze lub większe pożary. Ostatnio zastanawiałam się czy moja terapia ma sens... I dzisiaj dodałam do r wniosku, że faktycznie ma... Dochodzę do wielu nowych wniosków. Chcę być bardziej świadoma i walczyć z frustracjami.  Dzisiaj pokłóciłam się z moim chłopakiem. Jestem wkurzona, ale z drugiej strony r się martwię. Nie wiem co będzie dalej... Dzisiaj postanowiłam spać w innym pokoju.  Kocham go, ale mam wrażenie, że ani ja, ani on nie jesteśmy szczęśliwi w tym związku.... Nie chcę na razie się rozstawać, ale jeśli nic się nie zmieni, jeśli to tylko ja będę pracować nad sobą w tym związku, to nie widzę dla nas przyszłości.  Padam ze zmęczenia i ciągnącej się choroby... Od ponad dwóch tygodni codziennie mam gorączkę. Od dzisiaj muszę chodzić do pracy... Powinnam zadbać o siebie, ale niestety nie mogę... Widzę jak wszyscy krzywo patrzą na moje L4... Ch...

Muszę nauczyć się żyć inaczej.

Ostatnio mam dużo różnych przemyśleń i uczę się nie zamartwiać. Jest to dla mnie duże wyzwanie. Postanowiłam podjąć działania i cześć z nich zaczyna mi wychodzić. Już osiągnęłam : 1. Usunęłam facebooka i Instagrama z komórki i od dwóch tygodni ich nie używam. 2. Dwa razy w tygodniu siadam pisać pracę magisterską.  3. Podjęłam decyzję o zmianie trybu pracy i zmniejszenia ilości placówek do minimum - dzisiaj byłam na pierwszej rozmowie o pracę. Chcę zmienić : 1. Chcę odciąć się od wszystkich informacji i newsów - tylko raz w tygodniu oglądać na YouTube "Newsy bez wirusa" 2. Chcę przestać dzwonić do ludzi, tylko po to by nie zostawać sama z własnymi myślami. Jak będę chciała z kimś pogadać, najpierw przejdę po domu i posprzątam coś, a gdy będę na zewnątrz puszczę muzykę na słuchawkach.  3. Unormuję sen - codziennie o 22.00 puszczam medytację i zasypiam. 4. Przestaję narzekać - będę w ogóle mało mówić, bo głównie narzekam.  To takie przemyślenia na dzisiaj 

Rozmowa kwalifikacyjna

Jestem po rozmowie w szkole. Mam mieszane uczucia. Myślę, że średnio mi poszło, więc nie nastawiam się na zatrudnienie. Trochę za dużo mówiłam, nie udało mi się chyba "sprzedać". Jedyne co mnie cieszy, że podjęłam działanie. Z drugiej strony, musiałabym chyba założyć biznes, żeby było mi dobrze. Ale nie będę mieć klientów, bo ludzie teraz nie mają kasy... Nie chcę podejmować takiego ryzyka. Poczekam, aż sytuacja ekonomiczna się unormuje, bo na razie jest bajzel. Myślę, że moja depresja i myśli rezygnacyjne nie pomagają. Jestem zmęczona, chcę móc zaangażować się w życie. Nie wiem, jak będzie wyglądać moje życie za miesiac, dwa... Czasem mam wrażenie, że nie zostałam przygotowana do dorosłego życia. Nie przypuszczałam, że z każdym rokiem będzie coraz trudniej. Może uda mi się kiedyś dostosować, przestać narzekać, móc realizować swoje pasje :) Czasem mam ochotę wyjechać gdzieś bardzo daleko, gdzie nikt mnie nie zna, nikt mnie nie ocenia i po prostu schować się. Relacje między lu...

Motywacja.

Zmotywowałam się i zabrałam za pisanie pracy magisterskiej. Męczy mnie to, a zarazem jara. Podoba mi się temat, zagłębiając się w zagadnienia odkrywam trochę nowych rzeczy, ale większość z nich już doskonale znam. Wkurza mnie tylko, że nie mam żadnej informacji zwrotnej od mojej promotorki. Jeszcze do środy mam L4, a we wtorek idę na rozmowę kwalifikacyjną, więc żyję jakąś nadzieją na to, że będzie lepiej, że uda mi się ustabilizować, że znajdę swoje miejsce na świecie. Mam wrażenie, że gonię trochę za nieosiągalnym, bo przecież nigdy nie będzie idealnie. Ale chcę próbować, testować i wyciągać nowe wnioski z każdego "nieudanego" miejsca pracy. Uczę się trzymać gębę na kłódkę, nie jest to dla mnie proste, ale ta umiejętność może mi bardzo pomóc w przyszłości. Chyba czas choroby pozwolił mi trochę nabrać dystansu do pewnych spraw. Odpoczęłam psychicznie i emocjonalnie. Uczę się nie narzekać, ale to średnio mi wychodzi. Staram się, ale to jest mega silny mechanizm z dzieciństwa ...

Bezproduktywny czas...

Dla mnie choroba zawsze wiąże się z wyrzutami sumienia. Tak jakby odchodziła ze mnie chęć zrobienia czegokolwiek. Dzisiaj poza obżeraniem się nie zrobiłam właściwie nic. Nawet nie pozmywałam. Wkurzam się na siebie, mam nadziej, że jutro będę mieć lepszy dzień. Ostatnio nie czuję się dobrze sama ze sobą. Mam ochotę zapaść się pod ziemię, żeby nikt o mnie nie pamiętał. Tak po postu zniknąć.  Muszę coś zacząć robić, bo zwariuję, mam za dużo czasu na myślenie i użalanie się nad sobą. 

Może szykuje się nowy rozdział?

Dzisiaj jakoś wszystko szło w miarę dobrze. Byłam u laryngologa, przepisał mi leki. Miałam spotkanie z terapeutką i trochę się wyzłościłam na mojego chłopaka, na rodzinę, na pracę. Miałam telefon od dyrektorki szkoły, w której chcę zacząć pracę. Zostałam zaproszona na rozmowę kwalifikacyjną. Ufam mojemu organizmowi i wiem, że zmiana jest mi potrzebna że względu na przepracowanie. To nie jest tak, że źle mi się pracuje w tych placówkach, po prostu jest tego za dużo i muszę spróbować iść w innym kierunku. Nie chcę się jakoś super nastawiać, muszę być pewna siebie, ale zachować z tyłu głowy myśl, że może mi się nie udać. Daję sobie jeszcze 3 lata na znalezienie swojej drogi.  Czuję, że podejmuję decyzję w zgodzie ze samą sobą. Dzięki stabilnej pracy będę mieć czas na stepmanię, na przyrządzanie posiłków i spokojne życie. I będzie w tym wszystkim czas również na działalność artystyczną, bo od dłuższego czasu nie mam weny, czasu i siły, żeby siąść do płutna, dłutka czy szkicownika....