Posty

Jakoś to będzie

Bardzo się cieszę, że podjęłam decyzję o odejściu z części etatu w przedszkolu. Za podobne pieniądze będę pracować 2/3 krócej w szkole językowej i na dodatek szefową będzie po mnie przyjeżdżać, albo dawać mi na bolta. W sobotę zabieram mojego chłopaka na randkę. Dawno nigdzie nie byliśmy i denerwuje mnie, że nigdzie mnie nie zaprasza - więc zrobiłam to za niego. Wkurza mnie to, że ja muszę cały czas wychodzić z inicjatywą. Ale mój chłopak patrzy strasznie na pieniądze i to pewnie jest powód. Jeśli chodzi o dietę, to nie idzie mi. No ale trudno, będę walczyć dalej. 

Lubię swoją pracę

Dzisiaj jakoś dostałam powera, bo byłam w pracy, z której w zeszłym roku zrezygnowałam. Już zapomniałam jak lubiłam tam pracować. Udało się też wymiksować z części etatu w przedszkolu, więc nie będę tak zmęczona. No ale do końca miesiąc muszę być jeszcze na połowie etatu, bo dostałam z góry kasę. Jestem dobrej myśli, bo idzie coraz lepiej. Jakoś wraca mi kontrola nad życiem. Z dietą jeszcze idzie słabo - ale właśnie gotuję zupę na jutro. Myślę, że powoli dojdę do celu :) 

Przeżywam jak mrówka okres...

Nie wiem co ze mną jest nie tak. Nie potrafię się ogarnąć z moimi myślalami, cały czas żyję w stresie, bo nie ogarniam relacji z innyni. Cały czas coś mówię nie tak. Staram się milczeć, ale nie zawsze mi to wychodzi. Dzisiaj jesteśmy z wizytą u siostry mojego chłopaka - nie przepadam za nią i mój ukochany niestety inaczej się przy niej zachowuje, jest bardziej nerwowy i popisuje się, krzywdząc mnie przy tym... W sumie muszę się zrelaksować, a nie wiem jak? Nigdy tego chyba nie robiłam, nie wiem co mnie rozluźnia. Kiedyś były to książki, ale mam syndrom niekończenia ich... Kiedy może będę szczęśliwa... 

Może to odpowiedni czas na zdrowie?

Uświadomiłam sobie, że cały czas uważam, że przejście na dietetę rozwali mi zdrowie... Durne co? Bo jedzenie gotowców, pizzy, frytek, pannini i innych na pewno wpływa na nie wyśmienicie...  Chcę to zmienić. Zaczynam od teraz - właśnie zjadłam ryżówkę. Chciałam zjeść coś mega lekkostrawnego, bo naprzemiennie męczą mnie biegunki i zaparcia. Dzisiaj nie poszłam do pracy - odrobię sobie zajęcia kiedyś tam... Nie za dobrze się czuję - fizycznie. Postanowiłam dzisiaj, że chciałabym porozmawiać z dyrektorką o zmniejszeniu etatu w przedszkolu i zostaniu tylko jako anglista. Dużo mam na głowie i fizycznie nie wyrabiam. Zobaczymy co się da zrobić, jeśli nie będzie chciała się zgodzić to się zwolnię (mam 2 tygodnie okresu wypowiedzenia). Wątpię, że woli stracić anglistę na rzecz kilku 6.5h zajęć z dzieciakami. Generalnie jakoś to będzie. Nie zależy mi na żadnej pracy, bo wiem, że w moim zawodzie nikt już nie chce pracować, więc mam w czym wybierać. Śmieszne, że myślę o tym, akurat w dniu nauc...

Sama biorę na siebie za dużo...

Jest dużo pracy w mojej profesji, więc pracodawcy walą do mnie drzwiami i oknami. Problem s tym, że nie potrafię odmawiać :( Jestem wkurzona, że znów wzięłam na siebie tak dużo... Pracuję w 3 przedszkolach, szkole, szkole językowej i mam prywatnych uczniów. Nie odkręcę tego, więc muszę dać radę. Pewnie przez pracę moja relacja z partnerem ucierpi. Mało gadamy, ale staram się poświęcić mu chociaż chwilę dziennie. Ja w sumie jestem sfrustrowana, bo czekam na zaręczyny. Ale wydaje mi się, że za bardzo naciskam.... Nie mogę tam robić, bk to odnosi odwrotny skutek. Muszę poczekać, aż on będzie gotowy. Wiem, że chcę spędzić z nim życie, natomiast zakochanie minęło i zostało przyzwyczajenie. Mam blokadę psychiczną przed stosunkiem. Strasznie spinam się w trakcie i zaczynam płakać. Przerywam chwile, które powinny trwać. To chyba tyle. 

Jak zachować równowagę?

Zastanawiam się ostatnio jak zachować równowagę między życiem zawodowym, a prywatnym. Jak jest spoko w domu, to w pracy utka i na odwrót. Ten tydzień wypompował mnie emocjonalnie - w pracach byl Sajgon... Wczoraj cały dzień przespałam, nie poszłam na uczelnię, ale to nie ma znaczenia, bo i tak niewiele się działo. Dzisiaj już byłam, ale czułam się nieswojo. Jestem ciekawa czy kiedykolwiek będę w stanie mieć normalne relacje z ludźmi. Jakoś nie wiem o czym mogę gadać, często narzekam i jakoś nie umiem się w tym wszystkim odnaleźć. Łatwiej rozmawia mi się z dziećmi, bo są bardziej bezpośrednie. Moja rodzina, partner i znajomi chyba mają mnie po prostu dość. Z jednej strony chciałabym olać to wszystko, zerwać z chłopakiem, zerwać kontakt z rodziną i resztą ludzi... A z drugiej nie potrafię. Mogłabym skupić się wtedy na karierze zawodowej i ogólnie jakość odnaleźć siebie. Z drugiej strony wkurza mnie, że wszyscy planują swoje śluby, wesela, albo dzieci, a ja od 3.5 roku nie widzę, żeby mój...

Napięty czas

Myślałam, że po wczorajszych rewelacjach będzie spokojniej, ale się myliłam. Dzisiaj podeszłam do pani dyrektor w przedszkolu, dopytać ją czy mogłabym złożyć wniosek o dofinansowanie studiów... Kosztują kupę kasy i miała nadzieję, że uda mi się cokolwiek dostać od miasta, bo rok studiów kosztuje mnie 3 wypłaty rocznie.... Dyrektorka stwierdziła, że nie mam umowy na czas nieokreślony, więc raczej nie mogę złożyć wniosku. Poprosiłam ją, że mimo wszystko chcę złożyć wniosek o dofinansowanie, bo studia kosztują ponad 5 tysięcy, to trochę zmiękła i obiecała, że się zorientuje. Mam nadzieję, że się uda. Ale chyba nie będzie mi dane cokolwiek. W ogóle jakoś tak znowu zaczęłam wątpić, czy dam radę cokolwiek zdziałać, czy nadaję się do życia społecznego i szkolnego. Czy w ogóle się do czegokolwiek nadaję.... Cholera, chcę mieć wyjebanie, a nie potrafię...