Posty

Dużo zmian, dla siebie.

Rzuciłam pracę w szkole językowej, bo uwierało mnie już to jak byłam tan traktowana. Nie chcę już nigdy pakować się w edukację. Mogę mieć ewentualnie uczniów prywatnie, żeby mieć na zachcianki. Przeliczyłam sobie, że pracując całymi dniami wydaję dużo więcej więcej pieniędzy niż pracując na jeden etat. Wydawałam dużo pieniędzy na gotówce, jedzenie na mieście i napoje. Teraz mam czas, żeby gotować i wydaję na to 2x mniej pieniędzy.  Chcę wydzielać sobie 500 zł na tydzień - na wszystko, jedzenie, opłaty, przyjemności itd. Nie wliczam kasy z korków. Resztę z wypłaty zamierzam odłożyć. Te pieniądze mogę wydać tylko w nagłym wypadku, albo na zakup srebrnych monet.  Zamówiłam sobie kartę multisport i od marca chcę zacząć z niej korzystać. Co drugi dzień mały trening po pracy.  Zaczynam dziwną dietę - chcę po prostu jeść 3-4 posiłki dziennie, które sama przygotuję. Na razie nie będę patrzyła na ich kaloryczność itd. Chcę zacząć od nawyku przygotowania sobie jedzenia. Po miesiącu...

Układanie, porządkowanie, sprzątanie...

U mnie zawsze dobrze sprawdza się metáfora sprzątania - jak mam syf w głowie, to od razu e mieszkaniu też jest armagedon. Właśnie biorę się za porządki. Chcę zadbać o siebie i swoją przestrzeń. Zajmie mi to parę tygodni, ale chcę w końcu mieć wszystko na właściwym miejscu.  Myślę, że moja decyzja o zostaniu przy jednej pracy jest słuszna. Na razie mam poczucie straty, bo kocham te dzieciaki. Natomiast nie mam już złudzeń jeśli chodzi o całą branżę edukacyjną. Jestem zdeterminowana, żeby całkowicie się przebranżowić.  Na razie chcę po żyć jak to jest kończyć pracę o 15.00 i mieć czas dla siebie, dla domu, dla narzeczonego. E sumie nigdy nie pracowałam "od... do..." więc będzie to dla mnie coś nowego. W sumie ostatni raz kiedy kiedy przez krótki moment tak miałam, to 10 lat temu w Hiszpanii. Od tamtej pory (na własne życzenie) pracowałam, uczyłam się, robiłam wolontariaty, kursy, studia... Właściwie od rana do nocy i w weekendy, cały czas byłam na wysokich obrotach. W sumie wie...

Czasem plany zmieniają się z dnia na dzień.

Dzisiaj powiedziałam znajomej, u której pracuję w szkole językowej, że odchodzę. Od dawna nosiłam się z tym zamiarem. Praca na dwa etaty to za dużo, o wiele za dużo. Wolę mieć mniej kasy, a mieć czas na zdrowe życie. Do maja chce odpocząć i mieć maksymalnie kilku uczniów w tygodniu. Mam 3 więc nie ma źle :) zawsze będę mieć dzięki temu kasę na terapeutę. Ostatnio żyłam bardzo rozrzutnie, ale jak teraz przestanę jeść na mieście i palić, bo będę mieć mieć więcej czasu i mniej stresu, to spokojnie przeżyję i nawet uda mi się coś odłożyć.  Chcę pracować żeby żyć, a nie żyć, żeby pracować. Zmieniłam system wartości. Mimo wysokich cen (za wszystko), myślę, że spokojnie uda mi się przeżyć. Szczególnie, że dostałam podwyżkę.  No to update zrobię, jak zakończę sprawy związane ze szkołą.  Życzę Wam dużo wytrwałości w postanowieniach. 

Ogarniam się.

Wszyscy robią sobie postanowienia noworoczne. Ja wolę zaczynać jak poczuję w sobie siłę. Teraz jest ten czas. Zobaczyłam na wadze 118.2 kg. Postanowiłam, że zrobię sobie post przerywany codziennie między 18.00 a 10.00. O 10.00 zjem sobie tortille z kurczaka - dodam do niej gotowanego kurczaka, sosy własnej roboty, cebulę, sałatę i zielonego ogórka. Potem o 14.00 zjem pomidorową, a na koniec zjem sobie jogurt z owocami i orzechami (przed rozpoczęciem postu).  Myślę, że muszę zacząć od monotonnej diety i jedzenia tego co na prawdę lubię, więc dlatego potrawy nie wydają się bardzo dietetyczne. Na początek postanowiłam: *Jeść codziennie w wyznaczonych godzinach. *jeść rzeczy przygotowane przeze mnie.  *pić podczas postu. *codzienny spacer po pracy (wejdę kilka przystanków później do busa)  *raz w tygodniu stepmania.  W ferie zimowe, chcę codziennie ćwiczyć, żeby wyrobić sobie nawyk.  Zrobiłam sobie jeden cel - uregulować sobie tryb życia. Jest ogólny, ale zawiera w ...

Piękny czas :)

Z reguły nie lubię świąt, bo wiąże się to z ogromem rozczarowań, oczekiwań i bodźców. Ku mojemu zaskoczeniu, te święta zapamiętam do końca życia, jako najpiękniejsze, najbardziej rodzinne i ciepłe. Wigilię spędziliśmy u rodziców mojego faceta. Jego tata walczy z rakiem i udało nam się dać mu trochę radości. Kilka miesięcy temu znalazł papugę, która uciekła komuś z domu - dlatego przywieźliśmy mu ją pokazać. Papużka nie odstępowała mojego teścia na krok :) widok uśmiechu na jego twarzy dawał mi poczucie ulgi. Po powrocie z Wigilii mój ukochany oświadczył mi się - totalnie się tego nie spodziewałam. Otrzymałam obrączkę wykonaną z pięknej, srebrnej monety. Strzał w 10, bo pasjonujemy się numizmatyką. Najpiękniejsze jest to, że on zamówił dla siebie taką samą. Jestem szczęśliwa i wiem, że nie mam się już czym martwić.  No może poza relacją z bliźniakiem i moją bratową. Ale to długa i słaba historia, więc na ten moment pominę opowieść o niej, bo nie w głowie mi teraz fanaberie tej lasi....

Życie lubi kopać leżącego... A może daje jakiś znak?

Życie chyba daje mi ostrzeżenie. I to konkretne. Od 5 dni mam okropną biegunkę i wymiotuję. Nie mogę niczego zjeść. Mam poparzony przełyk od wymiotów. Jestem odwodniona, wykończona, załamana, przerażona... Boję się, że to coś poważnego, bo nie działają żadne leki, elektrolity itd. Jutro idę do lekarza. Jedyny pozytyw tej sytuacji to fakt, że zeszła mi opuchlizna i waga. Ale okropnym kosztem. Chcę pracować, bo w pracy mnie bardzo ostatnio docenili. Boję się, że trafię do szpitala.  Nie chcę już przedłużać L4.  Biorę leki nasenne, żeby przespać to dziadostwo.  Bardzo dziękuję, że jesteście! 

Emocje nie wytrzymują...

Sytuacja z moim bratem i rodziną mnie emocjonalnie przytłoczyła. Nie potrafię spać, ciężko mi się skupić na pracy... Nie chcę tak żyć. Nie potrafię rzucić palenia. Ukrywam się, jak jakąś gówniara. Będę próbować dalej, myślę, że zaraz po tym, jak uda mi się zdrowo wyspać.  Nienawidzę tego nałogu, zobaczę co powie mi terapeutka. Jestem zmęczona walką. W pracach jest mi dobrze, przynajmniej jeden problem mniej. Objadam się, piję dziadostwo, słodycze są codziennie. Porażka za porażką. Jak sobie poradzić?  Boję się, bo mój teść ma przerzuty już właściwie wszędzie. Nie dam rady wspierać mojego ukochanego i jego rodziny, w razie jego odejścia... Sama go lubię i dla mnie to też byłaby strata.  Martwię się też o babcię, bo jej choroba też postępuje i ma bardzo poważną operację 2go stycznia...  Ponadto moim rodzicom grozi pójście do więzienia (są niewinni...) i czekają na wyrok sądu apelacyjnego.  Tak dużo się dzieje, musiałam to z siebie wyrzucić.  Nie musicie nicze...